Jacht (fragment)
Wiosna nastawała prawie niedostrzegalnie. Juśka nie widziała jej. Słyszała jednak odgłos kroków stawianych przez ogromne nogi. Słyszała go w sobie, pod powiekami zaciskanymi mocno przed zaśnięciem. Wyobrażała sobie ciężkie stopy wiosny tonące z chlupotem w miękkiej, gliniastej ziemi na polach. Ubłocony dół szarej sukienki, brunatne zacieki, ciężki od wilgoci, lniany materiał. Prawie czarne oczy, niezbyt kształtna masa sterczących, białych włosów. Wieniec młodych liści biel tę okalający jak korona cierniowa głowę Pana Jezusa. Zadarty nos i niedopasowane do niego poważne, srogie wręcz spojrzenie. Wiosna Juśki. Pełna ukrytego piękna, hojnie rozsypująca życie dokoła siebie- na starą renetę w sadzie, na wiśnie pokiereszowane przez wiatr, krzak agrestu w ogrodzie, na bzy, jaśminowce, fiołki i jeża, który zasnął w kącie parku tuż koło skrzypiącej, drewnianej furtki. Według wyobrażeń dziewczynki wiosna była dobra, choć pociągała siarczyście nosem i ocierała go rękawem sukni. Babcia Maria twierdziła, że żadna dobrze wychowana panienka tak nie czyni. Widocznie wiosna nie miała nikogo, kto by ją dobrze wychował. Za to Juśkę wciąż ktoś wychowywał i to bardzo dobrze- babcia Wołłejko upomnieniami, mama klapsami, no i ojciec srogim spojrzeniem. Mimo tych licznych zabiegów wychowawczych zdarzało się dziewczynce zachowywać niestosownie.
Tak było pewnego poranka, gdy słoneczne światło na dobre rozgościło się w Olbrzymim Pokoju. Nieco zamglone zwierciadło, wiszące naprzeciwko drewnianego łoża stało się świadkiem dzikich fanaberii. Lustrzane odbicie Juśki wysunęło aż po brodę długi, szpiczasty język. Potem wytrzeszczyło rażąco zielone oczy, zmarszczyło piegowaty nos i fuknęło jak stadko kociąt powitych przez czarną Klarę w jeżynowym gąszczu latem poprzedniego roku. Następnie odbiły się w lustrzanej tafli dwie chude łydki, wyciągnięte szybko spod mocno nakrochmalonej, sztywnej pościeli. Pachniała ta pościel ładnie, powietrzem mroźnym, nieskalanym, kłębiącym się na poddaszu wśród świeżo rozwieszonych przez mamę Jusi poszewek i prześcieradeł. Niestety o wtuleniu się w taką wykrochmaloną świeżość mowy nie było. Stało się to przyczyną prawdziwych męczarni, ponieważ Juśka często chowała się pod kołdrą przed złymi duchami. Przybywały do jej pokoju po zmierzchu. Okrywała się szczelnie; leżała bez ruchu, odgrodzona od świata zjaw murem żelaznej bawełny. Trudno jej było oddychać, zasypiała zmęczona strachem, z mokrymi od potu, cienkimi kosmykami włosów przyklejonymi do twarzy. Każdy ranek był wybawieniem. Za najlepszego przyjaciela dziewczynka uważała słońce.
Gdy wstawała po dobrze przespanej nocy, wykonywała szalony taniec z okrzykami- pogańskie misterium na cześć światła przeganiającego w otchłań niebytu złe moce. Obracała się na wszystkie strony, drepcząc w kółko z uniesionymi ku górze rękoma. Najpierw oddawała pokłon faunowi zerkającemu na świat spomiędzy kiści rzeźbionych zawijasów gęsto oplatających szybkę w drzwiach. Potem odwracała się ku potężnemu, staremu świerkowi, którego uważała za króla wszelkich leśnych stworzeń. Widać go było przez okno, rósł w parku założonym w czasach pamiętających jeszcze na Pomorzu Niemców.
- Ha, Dostojny, udało się kolejny raz! Przeżyłam noc! Nie pożarły mnie!- podskakiwała, kręcąc przy tym biodrami, jakby podtrzymywała niewidzialne, wirujące hula-hop.
- Nie pożarły mnie, nie pożarły! Ma się na nie sposoby!- fajtnęła w powietrzu nogami, dała susa na łóżko i uniosła w powietrzu, odbita przez jęczące sprężyny, nie pierwszy raz zmuszone przez nią do wysiłku. Nagle zeskoczyła na parkiet, wprawiając w drgania przepastny brzuch kredensu, a wraz z nim kryształowe kieliszeczki, karafki, szklaneczki, dzbanuszki- cały matczyny, szklany skarb, który począł teraz zawodzić drżącym płaczem uderzających o siebie naczyń, upraszających się o należny im szacunek i odpowiednie traktowanie. Juśka nie zwróciła na to najmniejszej uwagi. Podbiegła w podskokach do okna, położyła łokcie na parapecie, na splecionych palcach oparła ostro zakończoną brodę. Przytknęła nos do szyby, błagalne spojrzenie wbiła w rozpostarte ramiona świerka-olbrzyma i wyszeptała:
- Powiedz mi, powiedz...widziałeś wiosnę?