wtorek, 10 lutego 2009

Rozmowa blogowa- list nie do końca prywatny


Moja Droga!

Poczytałam. Wzruszyłam się. Twój styl, pogoń liter, ze słowa w słowo skok- jakbym widziała małą, ciemnowłosą, całą w lokach, pędzącą po nadmorskim piasku. Być może nie pamiętasz Łeby, siebie i mnie z tamtych dni.
Obie byłyśmy „przyjezdne”. Właśnie wtedy przyrzekłam sobie, że będę mieszkała na brzegu morza. Uparta byłam i jestem.

„ Nie pytaj więc, komu bije dzwon – bije on tobie; tak pisał czytany dawno temu Hemingway”.

Dzisiaj jest mi tak, jeśli chodzi o dzwony:

„Komu dzwonią, temu dzwonią
Mnie nie dzwoni żaden dzwon
Bo takiemu pijakowi
Jakie życie taki zgon”.

Upiła (ubiła?) mnie doby ostatniej czwarta nad ranem i sen, który nie przyszedł. Starał się przyjść, biedaczyna. Został wyrzucony za próg, zamarzł w śniegu. Buchnął ze mnie ogień piekielny (nosem) i ujrzałam ptaszydła wyłażące z piekielnych czeluści. Przepędziłam kumotrów czorta...nie dla mnie noc, nie dla mnie sen. Nawet na lekki horrorek senny nie mogę sobie pozwolić- dym wysmarkałam w chusteczkę higieniczną. Schodzę na dziady...liczę coś takiego jak „łatwość zadań” (egzaminacyjnych) na podręcznym kalkulatorku do rana. Bóg mnie opuścił! Zwaryjowałam!

Czy wiesz, że niektórym moim „Młodym” Hemingway kojarzy się wyłącznie z synonimem słowa: „nierządnica” ?...bo wymsknęło się staremu człowiekowi na środku morza.

Jestem nierządnicą dnia codziennego.

„Ale, proszę pani, czy to przeszkadza prawdziwej miłości”? Lubisz Tuwima, wspomniałaś kiedyś.

Jednobiegunowość. Sted- brak czterech palców, tabletki, Hemingway-dubeltówka, Herbert- astma (mój wróg), ślubna sukienka Aliny na przywitanie wojny. Zaślubiny ze śmiercią. Ostatnio mnie ten tan mniej przeraża. Być może depresja zaczyna jeść mi z ręki...czy też odwrotnie. A może to z depresją nie ma nic wspólnego. Zaczynam po prostu oswajać się z kosą. Życie ziemskie jest tak cholernie piękne, gdy każda komórka mózgu krzyczy, że nie jest wieczne.

Dance macabre na moście w Avignon...konik na biegunach.

“Où peut-on être mieux / Qu’au sein de sa famille“?

"Nie wiesz, dlaczego 28-letnie bezdzietne baby pasjami kupują sobie w prezencie książki dla dzieci"? Magię Mary Poppins widocznie mają w sobie. Odczuwają altruistyczną potrzebę pomocy (przez 20 minut dziennie, codziennie) matkom obwieszonym dziećmi...(przegięłam?). Całuję i pstryczek w nos.

Iza

9 komentarzy:

joanna pisze...

:))
Pozostawiam ślad, oddalam się zamyślona...

olla pisze...

Czuję się trochę tak, jakbym przechodząc obok biurka,na którym leży czyjś list rzuciła okiem przypadkiem...a potem, nie mogąc się oderwać, przeczytała do końca jednym tchem i z wypiekami na twarzy, zarazem jednak nie bez pewnego poczucia winy.
Czuję się w pewnej mierze rozgrzeszona tytułem postu.

...ale ta "nierządnica dnia codziennego"... omatyldo :)
metafora z hiperbolą :))

olla pisze...

Raz jeszcze się odzywam, ale w kwestii formalnej raczej. Otóz blog Twój na moim pasku ulubionych blogów wyswietla się jako "Zapiski w butelce", a bezpośrednio u Ciebie widzę tytuł "Piórkiem na piasku". Oczywiście nie ma to większego znaczenia, tylko zwróciło moja uwagę.
Pozdrawiam:)
Bardzo podoba mi się Twój styl pisania :)Trochę kojarzy mi się z Jerzym Pilchem.

IzaO pisze...

Ollu- "nierządnica dnia codziennego" niech będzie dowodem na to, że spod mych palców potrafią różne słowa na pełne wody wypłynąć. Nie chciałam, by butelka w tytule nasuwała czytelnikom myśl, że swoje zapiski ochrzciłam sowicie, znaczy...że jestem po butelce albo i dwóch. ;) Zmieniłam tytuł. :)

IzaO pisze...

Joasiu- napisałam wczoraj post, potem zajrzałam do Ciebie. Nawet nie wiesz, jakie wrażenie zrobił na mnie Twój czarny kwiat.

IzaO pisze...

Dziewczyny- dziękuję za to, że się pojawiłyście
i pojawiacie. Czułam się tutaj na początku tak, jakbym wylądowała na bezludnej wyspie. Wszystko się zmieniło. Miło jest wiedzieć, że nie tylko dla siebie piszę. Odwiedzam Wasze strony zaintrygowana podobnym, ale jednak innym niż moje spojrzeniem na świat, rodzinę, dzieci. Piękne przedmioty, wrażliwość, pasja- nie potrafię tworzyć rzeczy tak wspaniałych. Kiepska ze mnie dekoratorka, kiepski twórca rzeczy cudnych. Oglądam więc, cieszę oczy, zachwycam się, chłonę i nie będę ukrywać, liczę na choćby malutkie zarażenie się.

joanna pisze...

Izo, ależ Ty tworzysz! Piękne słowa, zdania, a potem z nich cudne opowieści :))
Budujesz nastroje, jak chociażby ten wczorajszy...
Cieszę się, że dołączyłaś do 'blogowej rodziny' ;)

Ja też podziwiam to, co 'wyczyniają dziewczyny i nie ukrywam, że bardzo chciałabym mieć takie zdolności...A że ich nie mam - pokazuję swój świat jakim go widzę ;))

Pozdrawiam bardzo gorąco :))

Madzia pisze...

Bardzo podoba mi się Twoje pióro...
Izo:) Każdy z nas urodził się z innym talentem, w innych dziedzinach...Ty pięknie piszesz, ja to podziwiam i trochę zazdraszczam:)))
Serdecznie pozdrawiam

Ita pisze...

Izo ,zawsze podziwiałam ludzi , którzy z taką lekkością potrafią swoje przeżycia przelać na papier (na klawiaturę )sformułować myśli w logiczną całość . Ja pewnikiem nie w tej kolejce stałam . Zanim napisałam ten tekst już mi umknęło kilka myśli i odleciały z prędkością światła .
Pisz kochana ,pisz ,a ja cichutko będę Cię podczytywać z wielką przyjemnością i może od czasu do czasu wtrącę jakąś myśl,o ile zatrzymam ja wystarczająco długo żeby zapamiętać ...ha ha ha .
Pozdrawiam.