poniedziałek, 12 stycznia 2009

Tatry, narty i żaba


Zamiast pakować rzeczy na wyjazd w góry i psychicznie przygotowywać się na pokonanie z Małym Kacprem odległości niepokojącej mnie (bo długiej), myślę o lecie i kolejnej wyprawie w nieznane. Szybuję nad ośnieżonymi szczytami do krain ciepłych- oczywiście płochą myślą jedynie. Chcę słońca, lata i żeby mróz już sobie poszedł, najlepiej do Rosji, czyli tam, skąd prawdopodobnie przyszedł.

Powinnam o góralach spod samiuśkich Tater rozmyślać, a nie na przykład o tej kobiecie, będącej bohaterką pewnej opowieści biograficznej, związanej z naszą kolejną wakacyjną przygodą. Na bok historyje różne i rozmarzenie. Szykować mi się trzeba, w garść się wziąć. Boję się trochę. Obyśmy dojechali szczęśliwie. Dzieci już doczekać się nie mogą gór, nart, góralskiego wigoru, który nam się zawsze w czasie pobytu w Tatrach bardzo udziela. Ech, no co ja marudzę z tą drogą trudną. Dobrze będzie!

Mam mały problem z Kacprem związany. W czwartek mój syn pragnie iść na bal przebierańców. Chce być wilkiem albo ewentualnie żabą. Żaden Spider-man, żaden Superman czy też pirat, których w wypożyczalniach pełno. Wilk albo żaba i tyle!