niedziela, 13 września 2009

Dama z Pudełka








Był taki dzień
Była taka godzina

Była taka minuta
Była taka sekunda

Był czas
Kiedy byłam szczęśliwa

Takie wierszyki układałam jako dziewczynka. A jak było mi bardzo źle, to otwierałam okno i wpuszczałam do swojego pokoju króla Maciusia I. Czasami gadaliśmy do rana.

Teraz, gdy przestaję pasować do ramek, w które wpycha mnie los sklerotyk, co zapamiętać nie może, czego to ja najbardziej na świecie nie lubię...i wciska wciąż, i wciąż przez tę chorobę swoją starczą w obrazek mój osobisty głupią, ludzką złość, to mi się wszystko rozpada z bezradności. Dobrze, że nauczyłam się latać. Bez tego...nie wiem, czy dałabym radę.

Był taki dzień. Był czas...zabrałam w swoje ukochane miejsce Damę z Pudełka podarowaną mi przez Elle. To moje dla Ciebie dziękuję. Bardzo, bardzo mi się podoba.

Pofruwałyśmy wspólnie nad Iną. „Hej, tam w dolinie. Hej, tam przy młynie. Kandy we wodzie słonko się skrzy”. Tam, gdzie mam cudownych przyjaciół. Skoro tak wiele wokół mnie dobroci, cóż mi zrobić może obca, głupia, ludzka złość? Uśmiecham się.

środa, 2 września 2009

Internetowe Anioły- KONKURS





Anioł z Certaldo. Naszkicowany przeze mnie w Toskanii, latem 2007 roku. Zaistniał na kartce papieru, gdy rozedrgana teatralną fetą w małym, włoskim miasteczku poczułam w sobie siłę czyjegoś dobra. Rozświetlony zamek pełen aniołów, kuglarzy, aktorów...śpiew, tańce na ulicy i kaskady ognia...Drodzy Czytelnicy, przeżyliście kiedyś dzięki komuś chwilę magiczną?

Na Mercantia zabrał mnie Tomek Tryba.

Po koszmarnym, powolnym przemieszczaniu się duszną, zakorkowaną autostradą w stronę Sieny stwierdziłam, że oszalałam. Mai było niedobrze, Kacperek, rodzinny wesołek, przestał się uśmiechać, mąż zaciął usta w linijkę. Radość z przebywania w Toskanii uleciała ze mnie jak powietrze z zawodnika sumo, który wylądował właśnie poza matą. Złapałam za telefon. Wybrałam numer wpisany do książki telefonicznej „właściwie nie wiadomo, po co”.

On wiedział o mnie tylko tyle, że prowadzę internetowe zapiski o podróżowaniu z małym dzieckiem. Ja o nim tyle, że jest Polakiem i ma piękny dom niedaleko miejsca, w którym utknęliśmy. Usłyszałam w słuchawce: „Jasne, dziewczyno, przyjeżdżajcie!" Gdy dotarliśmy do Pino, właściwie wysypaliśmy się z samochodu. Zmęczeni, „podduszeni”, osłabieni. Reanimowano nas szybko. Tomek dwoił się i troił, by móc z nami pobyć, porozmawiać...goście mu właśnie odjeżdżali. Widziałam, jak ściskał dłoń płaczącej kobiety. ”Tomku, wyjeżdżamy, ale za rok na pewno wrócimy”- szeptała. Po jakimś czasie, gdy byliśmy już w pełni sił, dostaliśmy propozycję wspólnego wypadu do Certaldo. „Lubisz teatr?”- zapytał. Oczy rozbłysły mi jak dwie latarenki. Przechodził samego siebie, by móc mi uliczny teatr włoski pokazać. („To plan jest taki- to zrobię jutro, a tego, czort tam z tym, może wcale, tu podjedziemy, tam staniemy, a jak się nie da tu, to...”- itd., itp.)

Pino i Certaldo odwiedziliśmy dzięki osobie poznanej przez Internet.

Z Joanną nie widziałyśmy się nigdy w realnym, "namacalnym" świecie. Gdy zniknęłam po kilku zapiskach, zareagowała od razu. Martwiła się, czekała. Uśmiechnęła się zaraz po moim powrocie. Jak dobrze po chwilach zwątpienia dowiedzieć się, że są tacy ludzie.

TO NIE BĘDZIE TYPOWY KONKURS, choć jedna z osób otrzyma nagrodę. PROSZĘ WAS, NAPISZCIE W KOMENTARZACH O OSOBIE Z INTERNETU, KTÓREJ ZAWDZIĘCZACIE PIĘKNĄ CHWILĘ. Mile widziane będą krótkie historyjki i linki do stron prowadzonych przez życzliwe osoby. Niech one też zostaną nagrodzone, niech dowiedzą się o nich inni. Może to być ktoś ze społeczności „blogowej”, ale niekoniecznie. Na wpisy będę czekała do 15 września. Nagroda zostanie przyznana poprzez losowanie.