środa, 2 września 2009

Internetowe Anioły- KONKURS





Anioł z Certaldo. Naszkicowany przeze mnie w Toskanii, latem 2007 roku. Zaistniał na kartce papieru, gdy rozedrgana teatralną fetą w małym, włoskim miasteczku poczułam w sobie siłę czyjegoś dobra. Rozświetlony zamek pełen aniołów, kuglarzy, aktorów...śpiew, tańce na ulicy i kaskady ognia...Drodzy Czytelnicy, przeżyliście kiedyś dzięki komuś chwilę magiczną?

Na Mercantia zabrał mnie Tomek Tryba.

Po koszmarnym, powolnym przemieszczaniu się duszną, zakorkowaną autostradą w stronę Sieny stwierdziłam, że oszalałam. Mai było niedobrze, Kacperek, rodzinny wesołek, przestał się uśmiechać, mąż zaciął usta w linijkę. Radość z przebywania w Toskanii uleciała ze mnie jak powietrze z zawodnika sumo, który wylądował właśnie poza matą. Złapałam za telefon. Wybrałam numer wpisany do książki telefonicznej „właściwie nie wiadomo, po co”.

On wiedział o mnie tylko tyle, że prowadzę internetowe zapiski o podróżowaniu z małym dzieckiem. Ja o nim tyle, że jest Polakiem i ma piękny dom niedaleko miejsca, w którym utknęliśmy. Usłyszałam w słuchawce: „Jasne, dziewczyno, przyjeżdżajcie!" Gdy dotarliśmy do Pino, właściwie wysypaliśmy się z samochodu. Zmęczeni, „podduszeni”, osłabieni. Reanimowano nas szybko. Tomek dwoił się i troił, by móc z nami pobyć, porozmawiać...goście mu właśnie odjeżdżali. Widziałam, jak ściskał dłoń płaczącej kobiety. ”Tomku, wyjeżdżamy, ale za rok na pewno wrócimy”- szeptała. Po jakimś czasie, gdy byliśmy już w pełni sił, dostaliśmy propozycję wspólnego wypadu do Certaldo. „Lubisz teatr?”- zapytał. Oczy rozbłysły mi jak dwie latarenki. Przechodził samego siebie, by móc mi uliczny teatr włoski pokazać. („To plan jest taki- to zrobię jutro, a tego, czort tam z tym, może wcale, tu podjedziemy, tam staniemy, a jak się nie da tu, to...”- itd., itp.)

Pino i Certaldo odwiedziliśmy dzięki osobie poznanej przez Internet.

Z Joanną nie widziałyśmy się nigdy w realnym, "namacalnym" świecie. Gdy zniknęłam po kilku zapiskach, zareagowała od razu. Martwiła się, czekała. Uśmiechnęła się zaraz po moim powrocie. Jak dobrze po chwilach zwątpienia dowiedzieć się, że są tacy ludzie.

TO NIE BĘDZIE TYPOWY KONKURS, choć jedna z osób otrzyma nagrodę. PROSZĘ WAS, NAPISZCIE W KOMENTARZACH O OSOBIE Z INTERNETU, KTÓREJ ZAWDZIĘCZACIE PIĘKNĄ CHWILĘ. Mile widziane będą krótkie historyjki i linki do stron prowadzonych przez życzliwe osoby. Niech one też zostaną nagrodzone, niech dowiedzą się o nich inni. Może to być ktoś ze społeczności „blogowej”, ale niekoniecznie. Na wpisy będę czekała do 15 września. Nagroda zostanie przyznana poprzez losowanie.

3 komentarze:

joanna pisze...

Aż dreszcz przeszył mnie...
Dziekuję za te słowa :)))

Piszę 'na gorąco', ale gdy uspokoję serce - odpowiem na wezwanie ;))

Ściskam Cie gorąco :)

ta Magda pisze...

:) ciekawy konkurs, dlatego chętnie do niego przystąpię i opowiem o człowieku, który pomógł mi zrealizować moje największe marzenie. Ma na imię Hubert, poznałam go tylko wirtualnie (kilka razy rozmawialiśmy na czacie). Powiedziałam mu kiedyś, że bardzo chciałabym wydać swoje wiersze, ale wysyłanie ich do wydawnictw nie przynosi większego skutku. Przeczytał je i doszedł do wniosku, że marzenia są po to, by je realizować. Pewnego razu napisał do mnie z informacją, że tego i tego dnia mam się zgłosić do wydawnictwa Nowy Świat i zaprezentować swoje teksty dyrektorowi Nowego Światu. Moje zdziwienie było wielkie, nie dowierzałam, ale przekonywana, że tak trzeba udałam się do wydawnictwa. I stało się - wiersze się spodobały. Tomik został wydany (z artystą, który stworzył okładkę tomiku też skontaktował mi Hubert, stworzył też stronę promocyjną) i kiedy z wielką dumą trzymałam w ręku swój własny tomik, ze świadomością, że zacznie gościć w domach innych ludzi, uświadomiłam sobie, jak bardzo powinnam być wdzięczna Hubertowi - zupełnie bezinteresownie spełnił moje marzenie. Niestety mogłam mu podziękować tylko zza szybki monitora.

Elle pisze...

Świetny konkurs :))) w internecie można spotkac wiele cudownych osób :)